ePortfel.comSporo osób pyta mnie ostatnio czy warto inwestować w akcje. Moja odpowiedź brzmi: TAK, tylko zależy w jakie i kiedy oraz kim jesteś. Są na przykład momenty że nie warto w żadne.
Odpowiedzi uniwersalnej dla każdego nie ma. Moża poza tą jedyną: warto MYŚLEĆ i wyciągać wnioski.
Jeśli jednak weźmiemy typową osobę, o której osobowości nic nie wiemy, nie znającej się kompletnie na inwestycjach, to wg mojej najlepszej wiedzy, w obecnej sytuacji na rynku, polecałbym dywersyfikację, najlepiej z użyciem systemu ochrony wartości.
RYNKOWE ELDORADO
Jest połowa kwietnia 2007 roku. Na giełdzie warszawskiej od 4 lat trwa dynamiczna hossa. Fundusze inwestujące w polskie akcje przyniosły kosmiczny wręcz zysk w ostatnim roku - średnio prawie 50%. To wszystko sprawia że Polacy zwrócili swe oczy na rynek i tłumnie na niego wchodzą, w większości kupując jednostki funduszy inwestujących w polskie akcje. Sprawdza się tutaj stara zasada, że dla większości czynnikiem przemawiającym za inwestycją w dane aktywo jest jego przeszła efektywność.
Polacy w swym myśleniu popełniają błąd. Widać go wyraźnie już nawet w standardowo wypowiadanej formułce, którą ciągle spotykamy w reklamach funduszy, na forach dyskusyjnych, czy też w rozmowach na żywo: "Polecam Ci fundusze akcji, bo dają 50% zysku rocznie", czy też "Fundusze akcji są najbardziej opłacalną inwestycją, dają 50% zysku". Otóż każdy uważny słuchacz stwierdzi że te zdania to po prostu nieprawda. Prawda jest taka: "Fundusze akcji BYŁY najbardziej opłacalną inwestycją ROK TEMU, bo DAŁY 50% zysku".
Mądry inwestor nie sugeruje się zbytnio tym co było. Mądry inwestor rozważa to co może być w przyszłości, bo to wpłynie na jego inwestycje. Doświadczony inwestor wie, że prawdziwa jest formuła "Bądź odważny kiedy wszyscy się boją, bój się kiedy wszyscy są odważni". Obecnie wydaje się że wszyscy są odważni.
Powyższa formuła nie uczyni z nikogo milionera. To że wszyscy polecają akcje nie znaczy automatycznie że trzeba z nich uciekać. Z dwóch powodów: po pierwsze - mamy wrażenie że wszyscy polecają, ale tego nie wiemy dokładnie - czytamy i słyszymy tylko to co do nas dociera. Nie słyszymy na towarzyskich imprezach i nie czytamy w gazetach i na forach opinii np. ludzi zarządzających funduszami Emerging Markets z zagranicy. A oni wcale entuzjastami polskiej giełdy być nie muszą (i wiele wskazuje że od wielu miesięcy nie są). Po drugie - opinia jest tylko jednym z czynników - wskaźnikiem nastroju. A są inne które mogą wpływać na obraz.
Jak zawsze, mamy czynniki przemawiające za tym że czeka nas dalsza hossa jak i za tym że czeka nas bessa, dla przykładu można wymienić kilka z nich:
Za tym że hossa będzie trwać może przemawiać:
- trwający proces konwergencji - płace w Polsce jeszcze mają duże perspektywy wzrostu do poziomów starej UE, a z płacami - popyt wewnętrzny
- intensyfikacja wydatków inwestycyjnych w związku z mistrzostwami Euro 2012
- ujawnianie się "gołębich" preferencji nowego prezesa NBP
Za tym że czeka nas bessa może przemawiać:
- rekordowe zainteresowanie giełdą zwykłych ludzi, kupujących masowo aktywa o których nic nie wiedzą
- potencjalne problemy światowej gospodarki (bilanse USA - Chiny, problemy w USA)
- wskaźniki rynkowe rynku warszawskiego (typu P/E, P/BV) wskazujące na przewartościowanie akcji
- zgodne przekonanie analityków że żadnej bessy nie będzie
- rekordowo długi okres trwającej hossy
- dynamiczne zwyżki na rynku surowców które mogą sugerować albo przegrzewanie się gospodarek albo wskazywać na pojawienie się nadmiernej podaży pieniądza
Widzimy zatem wyraźnie że istnieją przesłanki które świadczą z jednym i drugim wariantem. Nie powinniśmy zatem ślepo liczyć na dalsze wielkie zyski z akcji, ale nie powinniśmy też stronić od tego rynku - i jeśli czujemy się w dużym stopniu ignorantami, zastosować najlepszą metodę chroniącą przed własną niewiedzą - czyli dywersyfikację.
SYSTEM OCHRONY WARTOŚCI
Dywersyfikację można przeprowadzać na rozmaite sposoby. Agenci którzy sprzedają "portfele funduszy opakowane jako polisa ubezpieczeniowa" zalecają te produkty twierdząc że "można dzięki temu przesuwać pieniądze między różnymi funduszami jak zauważymy że koniunktura na danym rynku się pogarsza". Otóż to "zauważenie" to zwykłe emocje. Taki sposób dywersyfikacji jest najgorszy z możliwych. Przy okazji, należy zauważyć że agenci w ciekawy sposób przeczą sami sobie. Polecają aby kupować fundusze bo "giełda to jest dla tych co się znają, a Pan/Pani lepiej niech powierzy pieniądze specjalistom z funduszy", czyli uważają klienta za ignoranta, ale z drugiej strony polecają klientowi "aktywnie przesuwać środki między funduszami", czyli uważają klienta za specjalistę który potrafi przewidzieć ruchy danych segmentów rynkowych. Otóż, to drugie jest często trudniejsze niż to pierwsze...
W związku z powyższym, potrzebujemy dywersyfikacji która nie jest oparta całkowicie na emocjach, ale najwyżej częściowo. Na przykład - zakładamy że będziemy X% wpłacać w akcje, Y% w rynek pieniężny, Z% w obligacje EURO. Aby dać odpór emocjom, zakładamy że proporcję możemy zmieniać najwyżej raz na kwartał. I to jest dobra dywersyfikacja - z góry wiemy na co możemy liczyć i co nam grozi. Wiedząc jakie straty mogą przynieść poszczególne części portfela, wiemy z góry na jakie ryzyko się wystawiamy.
Pozwolę sobie jednak tutaj polecić bardziej metodyczne i (moim zdaniem) lepsze podejście. Istnieje metoda aktywnego zarządzania oczekiwanym zyskiem / stratą i aktywnego określania stopnia dywersyfikacji na tej podstawie - bez udziału emocji. Nazywam to Systemem ochrony wartości. Nazwa bierze się stąd że system ten można ustawić w ten sposób, że gwarantuje nam że nie poniesiemy strat, ale z drugiej strony pozwoli nam zarobić na wzrostach rynków akcji, walut i innych. Zasada działania systemu jest prosta - wyobraźmy sobie że startujemy z inwestycją w dniu X. Dzielimy inwestycję na dwie części - akcje i lokata bankowa "avista". Lokata zawsze przyniesie zysk, akcje mogą przynieść stratę. Zauważmy że jeżeli określimy zawartość akcji w ten sposób że ich spadek będzie nie większy niż zysk z lokaty, per saldo nigdy nie stracimy. Jeśli założymy że nie chcemy stracić np. w perspektywie roku, to możemy kupić tyle akcji że ich potencjalna strata nie przekroczy zysku lokaty za cały rok. Wtedy owszem - możemy mieć stratę podczas trwania roku, ale po jego zakończeniu straty nie będzie - o ile uważnie zarządzamy alokacją portfela wg systemu.
Zalety systemu są oczywiste: brak straty (i co za tym idzie brak stresu), ograniczenie własnej zbytniej skłonności do ryzyka (jeśli takową mamy), potencjalnie duże zyski (przy zyskach z funduszy akcji na poziomie 50% agresywnie zarządzany system może dać 20% zysku zapewniając pełne bezpieczeństwo).
Dla tych którym idea się podoba, będę publikował na tym forum informacje na temat przykładowej alokacji aktywów wg systemu zachowania wartości. Nazwijmy go ePortfel Aktywnej Ochrony. Nazwa stąd że dokonujemy aktywnej zmiany alokacji i chronimy 100% włożonych środków.
Informacje te odzwierciedlają realną inwestycję prowadzoną przez jednego z moich znajomych który zdecydował się inwestować swoje oszczędności systemem ochrony wartości. Alokuje on aktywa pomiędzy różne fundusze inwestycyjne w ramach parasola funduszy. Będę zatem podawał tutaj informacje o zmianach alokacji oraz wpłatach i wypłatach z aktywów. Te informacje mogą być przydatne dla osób które zechciałyby inwestować wg tego systemu. Tutaj dwie uwagi: po pierwsze - system oparty na funduszach ma sens tylko w przypadku parasola oraz funduszy które nie pobierają opłat za konwersje. Po drugie: aby móc w miarę efektywnie rozkładać alokacje, kapitał w systemie musi wynosić co najmniej około 10 tysięcy złotych.
WAŻNA UWAGA:
Treści zawarte na tym forum nie mogą być uznane za jakiekolwiek rekomendacje i wyceny, nie można ich również interpretować jako doradztwa inwestycyjnego lub finansowego. W szczególności nie są rekomendacją nabycia lub zbycia oznaczonych papierów wartościowych lub funduszy inwestycyjnych albo powstrzymania się od zawarcia transakcji dotyczącej tych aktywów. Treść należy traktować jako usystematyzowany zbiór informacji i opinii.