ePortfel.com
finanse osobiste, inwestycje

Iluzja procentu składanego

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

Złudzenia optyczne w inwestycjach

Jacek i Placek na jednej giełdzie inwestowali. Jacek miał dłuższy staż i to był jego dziesiąty rok, a Placek debiutował.
Na koniec roku obaj osiągnęli stopę zwrotu równą +10%.

Pytanie: który z nich lepiej inwestuje? Oczywiście obaj mając tę samą stopę zwrotu osiągnęli dokładnie taki sam sukces. Oczywiste? Nie dla wszystkich.
Według wielu, lepiej inwestował Jacek. Jak to możliwe?

Wyobraźmy sobie fundusz który osiąga miesiąc w miesiąc 1% zysku. Ile będzie warta złotówka wpłacona do niego po 30 latach? Około 36zł.
Ciekawie jednak będzie wyglądał wykres wartości tej złotówki w czasie:




kliknij w obrazek aby powiększyć

Co widzisz na tym wykresie? Widzisz że większość zysków pojawiła się pod koniec inwestycji.
Tak jakby fundusz dużo lepiej radził sobie pod koniec a nie na początku okresu.
Tymczasem przecież fundusz zwraca w każdym okresie dokładnie 1%, radzi sobie dokładnie tak samo.
Pod koniec inwestycji jego skuteczność była identyczna jak na początku.

Skąd bierze się to złudzenie? Stąd, że z czasem inwestycji podlega coraz wyższa kwota. Dojście wartości jednostki z poziomu 1 do 5 (czyli zarobek równy 4) zajęło prawie połowę wykresu, jednak jak już wartość wyniosła 25, to wzrost o kolejne 5 był bardzo szybki.

Wykres błędnie sugeruje, że Ci którzy zainwestowali w nasz fundusz pod koniec osiągnęli lepszy wynik (bo wykres idzie ostro do góry) niż Ci co zainwestowali na początku na taki sam okres (wykres płaski - małe zyski). Tymczasem ich stopa zwrotu jest identyczna.

Dlatego wykresy dotyczące zwrotów z inwestycji nie mogą być przedstawiane na zwykłym wykresie liniowym, takie wykresy tworzą optyczne iluzje wprowadzające w błąd.

Doradcy, pokazując wyniki funduszy na wykresach liniowych i w długich okresach, wizualnie zawyżają ich dynamikę pod koniec pokazywanego okresu.
Takie obrazki pomagają im pokazać tzw. "siłę procentu składanego" - która polega na tym że kumulacja zysków w długim okresie prowadzi do wysokich stóp zwrotu.

Czy zatem "procent składany" jest również tylko złudzeniem?

I tak i nie.

Jest prawdą że reinwestowane zyski przynoszą coraz większą stopę zwrotu w odniesieniu do kwoty początkowej. Ale już nie w odniesieniu do kwoty inwestowanej, która jest coraz wyższa.
Spójrzmy na to tak: W pierwszym roku inwestuję 10000zł i zarabiam 5%, czyli realnie 500zł. Jeśli po wielu latach inwestycji na moim koncie znajdzie się 100000zł to ten sam zwrot da mi 5000zł. Zyski zatem rosną, ale nie wynikają z jakiejś magii powodującej że z czasem inwestuję coraz lepiej, ale z tego że jestem po prostu bogatszy, więcej inwestuję, więcej ryzykuję. Jeśli uważasz że po 10 latach cierpliwego inwestowania zyski będą coraz bardziej znaczące dla Twojej sytuacji, to jest to złudzenie. 5000zł zysku zachwyca Cię teraz, ale w momencie jak będziesz miał 100000zł na koncie, będą już mniej podniecające. W tym tkwi złudzenie procentu składanego.

Aby prawidłowo pokazać efektywność inwestycji w długim okresie, należy użyć skali logarytmicznej

Polega ona na tym że idąc w górę po osi Y kolejne liczby nie są w równych odległościach, ale zagęszczają się w taki sposób aby wizualnie odcinek między 1 a 2 (czyli 100% wzrostu) miał identyczną odległość co odcinek między 100 a 200 (dokładnie taka sama stopa zwrotu - 100%).

Oto dokładnie ten sam wykres co wyżej, w skali logarytmicznej:




kliknij w obrazek aby powiększyć

Tak właśnie powinna prawidłowo wyglądać ocena wyników funduszu. Widać wyraźnie że zarówno na początku jak i na końcu stopy zwrotu są identyczne.
Z kolei oś Y pokazuje wartość inwestycji. Widać że dotarcie od 1zł do 10zł to taki sam wyczyn jak z 10zł do 100zł.

Tylko na takim wykresie Jacek osiągający 10% wygląda tak samo osiągając je w pierwszym i w dziesiątym roku. Tylko na takim wykresie 10%=10% i dlatego tylko i wyłącznie na wykresach logarytmicznych należy oceniać stopy zwrotu z notowań papierów wartościowych i funduszy.

Na koniec naszego wywodu trochę praktyki - prawdziwa gratka dla zainteresowanych w temacie: ile zyskuje rynek w długim okresie.

Pozwoliłem sobie pobrać dane udostępnione przez nieocenionego profesora Roberta Shillera z Yale School of Management i pokazać na wykresie ile realnie (czyli po uwzględnieniu inflacji) rósł indeks S&P500 (a wcześniej odpowiadający mu portfel) od roku 1871 do chwili obecnej.

Oto wykres w wersji liniowej:




kliknij w obrazek aby powiększyć

Inflacja została uwzględniona "wstecz" - to jest na końcu wykresu wartość punktowa oznacza aktualny poziom indeksu (1100 punktów), natomiast wstecz indeks jest "podciągany" zgodnie ze wskaźnikiem inflacji - na przykład wykres pokazuje że SP500 miał 400 punktów na szczycie w 1929 roku, nominalnie indeks miał wtedy 31 punktów, różnica to inflacja (łatwo policzyć że od 1929 ceny wzrosły kilkunastokrotnie).

Co widzimy na wykresie? Po pierwsze: do roku 1927 to w zasadzie giełda stoi w miejscu. A od roku 1993 zaczyna się jazda o takich rozmiarach że inwestorzy z poprzednich pokoleń poprzewracaliby się w grobach jakby to zobaczyli.
Co więcej: wygląda na to że Wielki Kryzys z roku 1929 to mała pestka w porównaniu do ostatniej bessy. W gruncie rzeczy wykres przeraża bo pokazuje że giełda jest na jakichś nienaturalnie, kosmicznie wysokich poziomach i gdyby miała wrócić do normy, to SP500 powinien spaść kilkukrotnie.

To wszystko oczywiście bzdury. W latach 1929-1932 SP500 spadł z 31pkt do 5pkt czyli zaliczył stratę -84%. Jest więc całkowicie odwrotnie niż pokazuje wykres. To nasza bessa jest pestką w porównaniu do tego co było w latach trzydziestych.

Pozostaje spojrzeć na wykres który jest zrobiony jak należy, czyli logarytmicznie:




kliknij w obrazek aby powiększyć

Widać że doświadczenie rynkowe różnych pokoleń nie są tak bardzo odmienne. Widać że realnie giełda rośnie o wiele wolniej niż się wszystkim wydaje. Ale wymowa dla mnie jest pozytywna: w długim terminie indeks pokonuje inflację.

Widać też czym jest nasza bessa w długim terminie. Dla hipotetycznego inwestora w XIX wieku nasza bessa to mały ząbek w dół, nic strasznego. Bo taka jest prawda: w 2007 roku inwestor który kupił indeks za 100 miał w 2007 roku majątek pomnożony 15 krotnie, a na dnie bessy 7 krotnie. Czy to go zmasakrowało? Nie, dużo większą stratą dla niego był spadek zysku z 3 krotnego do zerowego w okresie 1929-1932.
Jeśli zainwestujesz 10tys. i pomnożysz je do miliona, a następnie stracisz 100tys. (zostanie Ci 900tys.) to oznacza że poniosłeś fatalną porażkę bo straciłeś 10 razy tyle co początkowo włożyłeś? Bez żartów - znaczenie kwotowych wahań maleje wraz ze wzrostem kapitału. Logarytmicznie. Wykres pięknie to odzwierciedla.

Różnicę między tymi dwoma wykresami można streścić prosto: pierwszy pokazuje bzdury, a drugi pokazuje prawdę. Mam nadzieję że dzięki temu wpisowi nigdy nie dacie się nabrać na iluzje wykresów liniowych i bajeczki o procencie składanym.

5
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5 (1 vote)

Odpowiedzi

...

Zaletą procentu składanego nie jest to, że czym dłużej tym mamy większą stopę zwrotu ale to, że czym dłużej tym mamy większe zyski dzięki reinwestycji zysków z poprzednich okresów.

I teraz zależy jak spojrzymy na zagadnienie. Czy od strony oprocentowania, czy od strony kapitału?

Od strony oprocentowania nie warto tego robić gdyż to nie wyjaśnia istoty sprawy.

Należy się zastanowić nad tym, dlaczego Jacek uzyskał większą kwotę niż Placek mimo tego, że uzyskuje tą samą stopę zwrotu?

Ano dlatego, że działa procent składany i Jacek został nagrodzony za cierpliwość. Placek może sobie pomyśleć, że skoro zarabia tyle samo to co roku będzie pobierał swoje zyski. Jednak co się wtedy stanie? Odbiera sobie możliwość zarabiania znacznie większych kwot właśnie dzięki efektowi procentu składanego. I to warto ludziom uświadomić.

Wykresu z wartością kapitału w czasie nie pokazuje się po to aby kogoś nabrać, ale po to aby uświadomić jak działa procent składany w długim okresie i jak wielkie korzyści możemy z tego mieć.

W przypadku procentu prostego nie ma tych zależności. Czy dzisiaj skonsumuje zyski czy za 10 lat to będzie tyle samo jeśli podziele to na te wszystkie lata gdy nie konsumowałem zysków. Jednak procent składany działa inaczej. Jeśli dzisiaj nie skonsumuje tych zysków to w przyszłości będę mógł liczyć na znacznie wyższe.

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

Dzięki za wyjaśnienie

Ulises, dobrze że napisałeś ten komentarz który rozjaśnia sprawę procentu składanego. Masz rację co do interpretacji - właśnie dlatego nie napisałem że procent składany jest iluzją, napisałem "I tak i nie" - bo w aspekcie który bardzo dobrze wyłożyłeś, efekt kumulacji inwestycji jest jak najbardziej odpowiadający rzeczywistości.

Zatem wszystko zależy od aspektu i dobrego wyjaśnienia, co chcemy pokazać. W artykule chodziło mi o doradców którzy pokazują liniową eksplozję aby podkręcić wyniki danego waloru. Często pokazuje się też w ten sposób efekty reinwestycji, inwestowania systematycznego czy po prostu siły cierpliwości i długiego terminu i to jest jak najbardziej ok.

Czytelnicy mogą odnieść wrażenie że skalę liniową należy odrzucić w ogóle, a to nie było moją intencją. Sam lepiej bym tego od Ciebie nie opisał także cieszę się bo treść jest pełniejsza.

Zgadzam się z Wami w

Zgadzam się z Wami w zupełności, ale jest tu jeszcze jeden aspekt sprawy.
Wyobraźmy sobie inwestora, który postanowił systematycznie przeznaczać jakąś kwotę na dany cel inwestycyjny. Co jakiś czas sprawdza, jak tam jego inwestycja. I jest mu "podsuwany pod nos" wykres obrazujący zmianę wartości rachunku. Krzywa pnie się pięknie do góry - czyli wszystko jest ok. Ale czy tak jest w rzeczywistości. Niestety nie do końca.

Wykres wartości rachunku inwestycyjnego nie dostarcza nam informacji, o tym jak pracują nasze pieniądze (albo dostarcza informację niepełną, zafałszowaną). Bierze się to z tego, że sumuje on wzrosty wynikające z osiąganej stopy zwrotu z kolejnymi wpłatami, dokonywanymi przez inwestora. Działa to uspokajająco na psychikę inwestora ale nie jest najlepsze dla samej inwestycji.

Grunt to spokój

Jeśli tylko działa uspokajająco to niech tak zostanie :). Zdecydowana większość klientów to osoby nie rozumiejące procesów rynkowych więc, według mnie, im mniej się stresują wynikami inwestycji w krótkim terminie tym lepiej.

Dociekliwy jak chce to sobie przeliczy ile wpłacił, a jaka jest wartość jego rachunku :).

Portret użytkownika sir_yoda

Kolejne złudzenie...

Cytat: "Wykres wartości rachunku inwestycyjnego nie dostarcza nam informacji, o tym jak pracują nasze pieniądze (albo dostarcza informację niepełną, zafałszowaną)"

Wojtek_K. żyjemy w systemowym Matrixie !
To zafałszowany świat iluzji, taki jak ten od Alicji.
Pieniądze, tzw. święty Kapitał nie pracuje... pracują ludzie.
Często biedni, wyzyskiwani ludzie. To oni w 90 % budują korporacyjne fortuny. Wpychamy sobie na wzajem lichwę.
Nawet jak pracują maszyny to kosztem ludzi, w wielkiej pieśni cięcia kosztów. Człowiek to koszt. Cały ten Matrix już dawno temu przestał być dla ludzi...
Jesteś człowiekiem wtedy gdy Twój św. Kapitał pracuje lepiej niż ten na poziomie biedy. Ale w statystyki nie zaglądaj... statystyczna prawda, to g..no prawda.

Pracują ludzie - nie pieniądze.
To virtualny świat.
Przed 50 laty w Stanach Zjednoczonych wśród natłoku reklam pojawiały się nawet takie, które zapewniały że celem całego rozwoju gospodarczego jest dobrobyt nas wszystkich oraz dojście do etapu w którym każdy z nas pracowałby maksymalnie 12 godzin tygodniowo. Teraz, dokładnie widać, że obietnica ta tylko nieznacznie minęła się z prawdą – 12 godzin się zgadza, nie tygodniowo jednak, lecz dziennie.

Wiem, wiem, dla nas jednak pracuje kapitał...
;-)

Problem zdaje się być dużo głębszy

Otóż te przykłady podane przez Ciebie, są tylko wycinkiem tego tortu dyrdymał, który wciskają pseudo doradcy ludziom. Tutaj ukłon w stronę Remigiusza Stanisławka, który walczy z tymi naciąganymi do granic możliwości faktami. Moim zdaniem problem leży w braku edukacji. Nie wiem jak u Was, ale mnie w szkole nikt nie uczył, co to jest procent składany, zwrot z inwestycji, w ogóle o inwestycjach, czy nawet o tym jak policzyć jednostkową wartość, dajmy na to pieluchy, w opakowaniu po 100szt. i po 20szt. I teraz kończę studia, jestem super wykształcony, ale z życia oblewam test, za testem i zanim dożyję trzydziestki jestem już potrójnym bankrutem. W kontekście F.I. to właśnie sprowadza się do tego, że przychodzi doradca (czyt. sprzedawca) pomyli pojęcia, zagadnienia, ale przedstawi po drodze super wykresy, czyli lek na wszystko, raz dwa trzy i umowa podpisana, tyle tylko że ilość ludzi wściekłych na Fundusze rośnie lawinowo, a przecież żadną tajemnicą nie jest, że na funduszach da się zarobić, tylko trzeba wiedzieć jak i przede wszystkim trzeba tego pilnować.

Krzysztof Nyrek
www.krzysztofnyrek.pl

Krzysztofie czasami jest tak

Krzysztofie czasami jest tak jak piszesz. Jednak znacznie częściej jest zupełnie inaczej. To nie doradca/sprzedawca myli pojęcia. To klient rozumie tylko jedno pojęcie - ile mogę zarobić. Sąsiad już zarobił, w telewizji piszą, że fundusze znowu zarabiają, znany doradca czy inwestor powiedział itd.... Nie szukajmy winnych. Bo winni są przede wszystkim ci, którzy w ten sposób inwestują. Ktoś kiedyś powiedział bardzo mądrą rzecz - że są dwie kule które mogą trafić inwestora - brak wiedzy i emocje.

I jeszcze jedno. Widzę że fascynuje Cię działalność Remigiusza. Bardzo go cenię i widzę jak wiele robi dobrego. Ale pamiętaj On też może się mylić. Co więcej jego działanie to także sprzedaż pewnych produktów finansowych. Musi siebie zareklamować - dlatego np. pisze że w ocenie funduszy zrezygnował z "nieprzydatnych" wskaźników takich jak odchylenie standardowe czy współczynnik Sharpa. Czy rzeczywiście nieprzydatnych? Moim zdaniem jest to forma reklamy swojego portalu (aby było jasne bardzo dobrego, dającego pewne dodatkowe informacje, które może wykorzystać każdy inwestor w fundusze). Wykorzystanie miar ryzyka (a do takich należą wspomniane wskaźniki) może być przydatne - ale tylko inwestorowi, który ma odpowiednią wiedzę, np do czegoś co jest nazywane "zarządzaniem wielkością pozycji".

Wojciech Kurzyński

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

Myślę że prawda leży po

Myślę że prawda leży po środku, Wojtek ma z pewnością rację że klient bardzo często jest głównym winnym (zgodzę się nawet że najczęściej), jednak doradca jest od tego aby pomóc klientowi uniknąć typowych błędów. Doradca ma takie możliwości aby od pewnych rzeczy nieświadomego klienta odwieść i trochę go "doedukować".

Pozwolę sobie wtrącić coś w kwestii Remigiusza, nie wiem czy czyta naszą dyskusję. Chcę sprostować, że (z tego co wiem) żadnych produktów finansowych nie sprzedaje, sprzedaje wyłącznie narzędzia/usługi wspierające inwestora. U Remigiusza najbardziej cenię jego niezależność i uczciwość w biznesie. Natomiast zgadzam się że może się mylić i nawet uważam że się myli (a w czym, to wiedzą Ci co czytają nasze polemiki).

Używając określenia "produkty

Używając określenia "produkty finansowe" miałem na myśli pewne narzędzia będące pomocne w inwestycjach. Takim "produktem" są strategie inwestycyjne, pewien "automat inwestycyjny" - np. powiadomienia o przekroczeniu poziomu SL, czy choćby notowania funduszy wraz z przeprowadzonymi symulacjami.

Pisząc o Remigiuszu, że też może się mylić, chciałem zachęcić Krzysztofa do refleksji nad wiedzą, którą otrzymuje (bez znaczenia jest, czy jest to wiedza ze szkoleń, strony internetowej, książki). Bez względu na autorytet osoby która nam tą wiedzę przekazuje, uważam, że warto zadać sobie pytanie - czy tak jest rzeczywiście?

Bezstronność i rzetelna wiedza

Tutaj ukłon w stronę Remigiusza Stanisławka, który walczy z tymi naciąganymi do granic możliwości faktami

Cenie bardzo blog Remigiusza gdyż jest źródłem ogromnej wiedzy o funduszach i inwestowaniu, jednak czytając uważnie wpisy na tym blogu i podawane przykłady muszę stwierdzić, że nie jest to całkiem obiektywna i bezstronna informacja. Wiele przykładów podciąga pod swoje koncepcje inwestycyjne i z wieloma tezami nie mogę się zgodzić mając nieco szersze spojrzenie na temat inwestowania.

Zresztą sam autor pomału zaczyna być ostrożny jeśli chodzi o tak zachwalaną strategię czyli Darwin-Defender. Jak każda strategia automatyczna i ta ma swoje wady i okresy gdzie nie przynosi spodziewanych efektów.

Tak samo system oceny funduszy... mnie do końca nie przekonuje, jednak może być źródłem użytecznych informacji. Wprawne oko dojdzie do podobnych wniosków spoglądając na sam wykres funduszu co zaawansowane metody badawcze itd, itp.

Podsumowując, portal jest dobry i wiele można się z niego dowiedzieć jednak nie można przyjmować wszystkiego w ciemno jako jedyne i słuszne rozwiązanie :)

Jeśli chodzi o obiektywność informacji i rzetelną wiedzę to uważam blog Macieja za zbliżony do ideału, za wyjątkiem, według mnie, nieuzasadnionej nagonki na doradców finansowych i produkty które oferują :).

Nie łudźmy się, że nagle wszyscy zaczną się interesować inwestowaniem i sami zarządzać swoimi portfelami. Ostatnio, moja klientka z przerażeniem w oczach patrzyła, jak pokazywałem jej na czym polega konwersja i, że czasem dobrze byłoby coś takiego zrobić :). W takim przypadku tylko odemnie będzie zależało czy taki klient będzie zadowolony czy nie.

Dla doświadczonych inwestorów także mogą być to dobre narzędzia o czym sam mogę zaświadczyć. Rynek jest szeroki i narzędzi jest wiele. Nie przekreślajmy żadnych, bo być może ktoś lepiej sobie radzi z tym, na co my nie chcemy nawet spojrzeć :)

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

...

Zresztą sam autor pomału zaczyna być ostrożny jeśli chodzi o tak zachwalaną strategię czyli Darwin-Defender.

Trudno się dziwić, bo od kilku miesięcy odkąd jest polecana nie dała żadnego prawidłowego sygnału, tylko jeden błędny przez co Ci którzy jej używają są już 10% w plecy. Jeśli rynek do środy w przyszłym tygodniu wzrośnie jeszcze o kilka procent to Darwin Defender znów zrealizuje stratę, też około 10% (dał sygnał sprzedaży w majowym dołku). Jeśli tak będzie to sam będę zaskoczony jak szybko rynek potwierdza to co przewidywałem na temat tej strategii. Bo tego że jest to zła strategia jestem w zasadzie pewien, ale sądziłem że to się okaże dopiero po latach, a w najbliższym czasie DD wręcz zadziała korzystnie. No, jeszcze zobaczymy jak będzie.

U Remigiusza najbardziej tendencyjne jest opieranie się na historii ostatnich 10 lat. To jest dokładnie to o czym piszesz - chodzi o szerokość spojrzenia. Remigiusz patrzy zbyt wąsko. 10 lat to mało.

Jeśli chodzi o obiektywność informacji i rzetelną wiedzę to uważam blog Macieja za zbliżony do ideału, za wyjątkiem, według mnie, nieuzasadnionej nagonki na doradców finansowych i produkty które oferują :).

Zaczynam się nad tym zastanawiać i tonuję swoją krytykę. Patrzę na siebie i dochodzę do wniosku że częściowo mogła wynikać z tego że trochę mnie wkurza niekompetencja i rozmiar szkód jakie wywołują kiepscy akwizytorzy i ich kiepskie produkty kiepsko używane. W skali konkretnego klienta to są potężne szkody. Ale zaczynam brać pod uwagę to co mi starałeś się uświadomić - winę samych klientów i niepoprawność stosowania zbiorowej odpowiedzialności. I to do mnie przemawia.

Portret użytkownika opiekuninwestora.pl

Dziękuję za pozytywne opinie!

Są różne metody inwestowania. Na giełdzie część stosuje analizę techniczną, część analizę fundamentalną, mamy day-traderów, mamy osoby, które "próbują grać" na zasadzie szczęścia, mamy inwestujących w wartość.

O każdej z tych metod pisane są książki. Stosujący jedną, drugą czy też trzecią metodę inwestowania czasem zarabiają, czasem tracą - zależy to od wielu czynników.

Z inwestowaniem na rynku funduszy jest nieco inaczej...

Promuje się głównie zasady uśredniania, długoterminowego inwestowania. O innym (aktywnym) podejściu pisze się i mówi rzadko. Nie jest to coś co chciałby usłyszeć inwestor, który nie zna się na finansach i nie pasjonuje się rynkami.

Reguły, których jakoś zwolennikiem nie jestem, są pokazywane (na odpowiednio dobranych danych), że ZAWSZE działają. Wystarczy spojrzeć na wyniki historyczne, aby okazało się, że tak często nie jest. Nie przeczę, że w 80 lat pewnie uda się zarobić - ale ... osobiście nie chciałbym czekać aż tyle aby sprawdzić czy moje decyzje inwestycyjne są poprawne.

Z jednej strony dowodzi się, że w długim okresie różne zasady inwestowania działają - powołując się na wyniki historyczne. A w przypadku porównywania strategii inwestowania neguje się je - ponieważ uzyskane wyniki są ... oparte o dane historyczne :)

Czy ktoś z Was zna osoby, które straciły na funduszach np. 30% lub więcej? Ja spotykam dziesiątki takich inwestorów. Być może za 20 lat wyjdą na zero. Być może zarobią. Być może nawet bardzo dużo. Ale to ciągle jest "być może" i przez ten czas nie będą specjalnie szczęśliwi z własnej inwestycji.

Portret użytkownika opiekuninwestora.pl

Dlatego zamiast zarabiać "jak najwięcej" warto nie tracić!

I to jest podejście do inwestowania, które promuję.

Stąd Kroczące Stop Lossy, stąd akurat strategia D+D. Ich głównym celem jest nie tracić więcej niż to sobie zaplanowaliśmy. Nie zarabiać jak najwięcej.

I to jest moim zdaniem model przeciętnego inwestora na rynku funduszy, który pracuje, ma swoje pasje (inne niż inwestowanie) i nie chce stawać się ekspertem od inwestycji.

Osoby, które rynkami finansowymi się pasjonują mają szansę na zyski lepsze niż różne strategie, mogą stosować wsp. Sharpe'a i inne. Badać fundusze. Śledzić "migracje" zarządzających funduszami, analizować co dzieje się na rynkach światowych.

Przeciętny inwestor nie będzie tego robić. I dla takiego inwestora są gotowe strategie.

Portret użytkownika opiekuninwestora.pl

O uśrednianiu...

Poruszałem już ten temat, ale może warto go powtórzyć.

Szczególnie, że padło w dyskusji już pewne zdanie:

> Wyobraźmy sobie inwestora, który postanowił systematycznie > przeznaczać jakąś kwotę na dany cel inwestycyjny.

Pokazałem jak wyglądał efekt uśredniania w krótkim i długim okresie - perfidnie :) na przykładzie najgorszego funduszu.

http://blog.opiekuninwestora.pl/index.php/efekt-uspienia-czujnosci-wyste...

Po to aby pokazać, że w okresie 10 lat można było stracić przy takim postępowaniu. Oczywiście, za 20 lat może okazać się, że mamy zysk. Ale czy nie lepiej było przez 10 lat trzymać pieniądze pod poduszką i zacząć inwestować dziś? 10 lat zmarnowane (pomijając 26% inflacji).

Warto przejrzeć pełen (44 stron) raport.
---------------------------------
http://www.opiekuninwestora.pl/raporty/opiekuninwestora.pl_raport_kup_i_...

Są to wyniki uśredniania w okresie 1,2,3,4,5,7, i 10 lat.
Czyli zaczętych zarówno w dołkach, na górce itd.

Aby było sprawiedliwie:
- dla najlepszego i najgorszego funduszu akcji
- dla najlepszego i najgorszego funduszu obligacji
itd.

Raport jest z września 2009 - czyli już po sporym odbiciu po spadkach 2008.

Zauważcie, że generalnie dominuje kolor czerwony :)

Można powiedzieć: uśrednianie działa, ponieważ robiąc to w funduszu Arka Akcji (gdyby można było ten fundusz kupić bez żadnych opłat) to uzyskaliśmy wynik po 10 latach ... 74%! Jest to odpowiednik uśredniania na lokacie kilkunastoprocentowej. Rewelacja. Tylko, że ... to jeden jedyny taki przypadek. Pozostałe fundusze akcji dały efekt uśredniania znacznie niższy. Czasem ujemny.

Portret użytkownika opiekuninwestora.pl

O wynikach 10 letnich...

Wyniki 10 letnie (a dłuższe tym bardziej) publikować warto w jednym celu - aby pokazać jak olbrzymie różnice występują między różnymi funduszami danego typu w długim okresie.

Można np. w Polsce mówić o tym, że zarabia się w funduszach akcji ponad 10% rocznie. To prawda. Pod warunkiem, że ... akurat wybrano ten najlepszy fundusz :)

Zapewniam czytelników (Ci, którzy byli na szkoleniu i pamiętają grę w kości pamiętają to chyba doskonale), że 10 lat temu mało kto wskazałby akurat fundusz UniKorona akcje jako ten "najlepszy".

Najlepsze fundusze akcji w 10 lat w Polsce potrafiły zarobić nawet 18% średniorocznie.

Gdy uwzglęnimy inflację okaże się, że były takie fundusze akcji, które w 10 lat zarobiły dużo mniej niż wyniosła inflacja.

Portret użytkownika opiekuninwestora.pl

Do wyboru funduszy - promouję raczej analizy krótkookresowe

Czyli np. w ostatnich 3 - 12 miesięcy.

Po to aby wybrać te fundusze, które radziły sobie najlepiej w ostatniej sytuacji rynkowej. I gdy podczas trwania inwestycji fundusz zaczyna być "gorszy" - po prostu go zmienić.

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

Jeśli rynek do środy w

Jeśli rynek do środy w przyszłym tygodniu wzrośnie jeszcze o kilka procent to Darwin Defender znów zrealizuje stratę, też około 10% (dał sygnał sprzedaży w majowym dołku).

No i chyba słowo stało się ciałem. W okresie 1.07-29.07 kilka funduszy (KBC Portfel Akcyjny, Allianz Budownictwo) przekroczyło 10% stopy zwrotu. Oznacza to że D+D każe kupować czyli ostatnia sprzedaż była błędna. Kolejne 10% straty wobec buy & hold.

Macieju nie masz racji. Nie

Macieju nie masz racji. Nie stosuję strategii D+D ale założenia są mi znane.

1. Co do sygnałów kupna. Strategia analizuje fundusze akcyjne polskie ale nie wszystkie. Tylko należące do grupy uniwersalne. W tej grupie w tym okresie tylko jeden przekroczył 10% - KBC Portfel VIP sub. Akcyjny SFIO (wynik 10,4%). Fundusz który wymieniłeś jako drugi - Allianz FIO sub. Allianz Budownictwo 2012, który osiągnął maksymalną stopę zwrotu na poziomie 10,9% nie należy do grupy akcyjnych uniwersalnych ale do akcji polskich sektorowych pozostałych.

2. To że w maju system wygenerował sygnał sprzedaży, oznacza to że minimalizował straty (czy mu to wyszło to inna spawa). Czyli straty były nieuniknione.

3. Jeśli by teraz system wygenerował sygnał kupna to czy oznacza to, że zostaną kupione dokładnie te same fundusze które zostały sprzedane? Czy cena jednostek w chwili sprzedaży (w maju) jest niższa niż aktualna cena kupna i to o wartość większą niż to co wypracowała strategia w czasie pracy w funduszach pieniężnych? Jeśli nie, to nie można powiedzieć że strategia była zła.

4. Może warto porównać stopę zwrotu z 3 miesięcy (maj-lipiec) przy zastosowaniu strategii buy and hold oraz D+D. Wtedy będziemy mogli ocenić, która koncepcja lepiej się sprawdziła w tym okresie. Ja nie stosuję żadnej z tych koncepcji - więc niestety nie mogę być tu przydatny.

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

Odp

1. Jeszcze UniAkcje MiŚ, UniAkcje 2012 - też przekroczyły +10%. Nie wiem czy to są uniwersalne czy nie. Jeśli nie dała sygnału, to ok, strata nie jest jeszcze pewna. Dziś zobaczymy kolejne wyceny.

2. To co staram się pokazać, to że D+D wcale nie minimalizuje strat. Jeśli rynek za każdym razem spadałby 30% to by minimalizował. Jeśli rynek będzie spadał i rósł po 10% w trendzie bocznym to D+D zmaksymalizuje, a nie zminimalizuje straty. D+D tworzy złudę bezpieczeństwa którego tak naprawdę nie ma.

3. Chyba sobie robisz żarty? Fundusze akcji polskich uniwersalne idą razem z rynkiem, w tak krótkich okresach. Strategia nie tylko kupuje je drożej niż sprzedała, ale wybiera te które performowały najlepiej w ostatnim miesiącu, czyli kupuje te co najsilniej wzrosły, czyli są obecnie relatywnie najdroższe. To wskazuje że strata jest wręcz wyższa niż sam wzrost indeksu.

4. Dzięki Remigiuszowi mamy już porównanie D+D do kup i trzymaj i to od początku promocji metody D+D czyli od 2009 roku. Czytałem raport Opiekuna Inwestora z tymi danymi.

W 2009 roku WIG wzrósł o +46,85% pokonując D+D o prawie 10%. W okresie 01.01.2010-01.04.2010 WIG uzyskał +5,83% podczas gdy D+D wyszedł blisko zera, także znów istotna przegrana strategii.

Porównując do funduszy, to w okresie 01.01.2009-01.04.2010 D+D daje zysk około +40%, tymczasem mediana funduszy akcji (wg bossa.pl) to +48%. Jak widać kup i trzymaj funduszy akcji daje lepsze wyniki od D+D w okresie w którym ta metoda jest promowana. Aż 26 funduszy akcji zarobiło więcej niż strategia (popularna Arka Akcji +66%).

Odp

Odp

Ad 1
Te fundusze nie należą do grupy funduszy akcji uniwersalnych. Strategia DD nie wygenerowała jeszcze sygnału kupna.

Ad. 2
Masz racje. W trendzie bocznym (czy jak niektórzy mówią, w czasie gdy nie ma trendu), żadna z koncepcji opartych na podążaniu za trendem się nie sprawdza (generowanie wielu mylnych sygnałów). Strategia DD nie jest tu wyjątkiem. Wyjściem z tego problemu może być samodzielna analiza wykresu notowań (ale tu wchodzimy w analizę techniczną) i nie otwieranie pozycji w funduszach będących w trendzie bocznym lub też stosowanie różnego typu oscylatorów, które w takich warunkach się sprawdzają.

Ad. 3
Jeśli chodzi o reinwestycje, wydaje mi się, że trzeba uwzględnić tutaj "wersję" strategii DD. W wersji oryginalnej - masz rację. W wydaniu portalu opiekuninwestora - chyba nie do końca. Portal ten wybiera fundusze do inwestycji nie na podstawie jednostkowych notowań, ale rozkładu wyników z pewnej ilości prób. Przykładowo jeśli mówi o miesiącu - to analizuje możliwe miesięczne inwestycje możliwe do zawarcia w ostatnich 3 miesiącach. Wynik jaki otrzymujemy to np. dla inwestora rozważnego że 50% wyników było nie gorszych niż np. 3,5%. Tak przynajmniej ja to rozumiem. Ale mogę się mylić, gdyż jak napisałem wcześniej, jeśli chodzi o strategię DD to jestem tylko teoretykiem.

Poza tym nie jest ważna cena zakupu instrumentu. Ważna jest cena sprzedaży. Czy coś jest drogie, czy nie, to sprawa indywidualnych odczuć i szacowanego przyszłego zysku (o stracie mało kto myśli, a szkoda). Uważam, jak to już gdzieś pisałem na tym forum, że nie jest prawdziwe twierdzenie, że chodzi o to by kupić tanio a sprzedać drogo. To mrzonka, nadzieja, którą łudzą się mało doświadczeni inwestorzy. W tym biznesie chodzi o to by kupić drogo, a sprzedać jeszcze drożej. Jeśli podejdziemy do tego inaczej - to zmieniamy się w "łapaczy dołków" a to chyba nikomu na dłuższą metę nie wyszło na dobre.

Portret użytkownika Maciej Węgorkiewicz

:-)

Muszę przyznać że co do niektórych poglądów to dzieli nas przepaść. "Kupić tanio" to nie tylko prawdziwa i zdrowa zasada, to wręcz najważniejsza zasada inwestycyjna.

Nie wiem tylko czy określenie "mało doświadczony inwestor" odnosi się do mnie czy nie. Z jednej strony tak, bo uznaję zasadę taniego kupna. Z drugiej strony nie, bo piszesz że to nadzieja/mrzonka. A ja już to robiłem wielokrotnie i moje wyniki inwestycyjne już potwierdziły czy ta zasada ma sens czy nie, zatem u mnie to nie jest nadzieja, tylko po prostu doświadczenie.

Niska cena wejścia daje dyskonto za ryzyko i potencjał zysku

Tak w skrócie można podsumować jej ogromne znaczenie tak w krótkim jak i długim terminie.

Najlepsze przykłady są z bessy 2008/9, kiedy sporo spółek o zdrowych biznesach można było znaleźć wg kryteriów Grahama czyli za cenę samych krótkoterminowych aktywów finansowych netto.