Submitted by Maciej Węgorkiewicz on wt., 07/18/2017 - 21:22

Artykuł opublikowałem po raz pierwszy 1 marca 2015 roku. Ciągle myślę, że to jeden z najważniejszych moich tekstów. Uderza w przyjęte powszechnie kłamstwa i mity na temat branży inwestycyjnej. Mity, które bardzo szkodzą nie tylko tym, którzy w nie wierzą, ale wszystkim gospodarkom i społeczeństwom.

Gdyby ktoś z czytelników zechciał promować jakikolwiek mój tekst, w pierwszej kolejności polecam właśnie ten.

Wartość i piękno naszej pasji

Chcę pochylić się nad tematem o którym nikt zdaje się nie myśleć, przynajmniej świadomie. Mam jednak nadzieję że u większości inwestorów zajmuje on istotne miejsce w podświadomości.
Czy to jak postrzegamy siebie i wartość tego co robimy, kształtuje nasze rezultaty? Jeśli tak - to temat ten jest ważniejszy niż mogłoby się pozornie wydawać.

Inwestor – chłopiec do bicia

Powszechna opinia na temat rynków i „grających” na nich inwestorów przypomina to co próbował – niestety z sukcesem – przekazać nam Oliver Stone w filmie Wall Street z 1987 roku. Znany film, bardzo dobrze zrealizowany, pokazujący nieprawdę o tym jak wygląda giełdowa rzeczywistość, na stałe wrył się w społeczną świadomość.
Sedno przekazu zawiera się w słowach Gordona Gekko, padających po 1,5 godziny seansu: „This is zero-sum game, somebody wins somebody loses. Money itself isn't lost or made, it's simply transferred from one perception to another. (...) I create nothing. I own.” i w puencie całego filmu, gdy ojciec mówi do Buda Foxa: „Stop going for the easy buck and produce something with your life. Create instead of buying and selling of others.”
Jeśli więc inwestujemy, kupujemy i sprzedajemy, czy oznacza to że jesteśmy darmozjadami nie tworzącymi niczego, z wyjątkiem kryzysów? Pytając przypadkowych osób, dociekliwie i dogłębnie szukając ich opinii, wydaje mi się że taki obraz przedstawiłaby większość. Ja spotkałem się z takimi opiniami niejednokrotnie. Wyrażanymi przez zdolne, wykształcone osoby. Mało tego, wypowiedzi w tym duchu padają nawet z ust „powszechnie szanowanych ekspertów” z pogranicza branży.
A czy my sami również tak o sobie myślimy?

Inwestor - trudne, ale piękne zajęcie

Ja zdecydowanie tak nie myślę. Drobnym giełdowym inwestorem jestem z wyboru, nie z przypadku, przymusu, wykształcenia, czy jakiejś źle pojętej ambicji. Zaangażowałem się w tą pasję, bo to „kupowanie i sprzedawanie” jest w istocie niezwykle ważnym, potrzebnym i pięknym zajęciem tworzącym wartość. Znacznie większą niż duża część innych zawodów.

Rynek nie jest grą o sumie zerowej

Rynek jest grą o sumie dodatniej. Można to bardzo łatwo wykazać. Weźmy inwestorów którzy kupili sobie akcje np. PGE i wyobraźmy sobie że zatrzymujemy handel nimi na rok. W tym czasie firma wytworzy wartość dla klientów, którzy zapłacą rachunki za prąd, a część zysku pójdzie w dywidendzie do akcjonariuszy. A zatem mieliśmy wcześniej akcjonariuszy posiadających udziały w firmie, po roku mamy akcjonariuszy posiadających udziały w firmie oraz gotówkę z dywidendy. Skoro giełda jest „zero-sum game” to kto stracił te pieniądze które pojawiły się jako dywidenda? To że kurs PGE spadłby po jej odcięciu niczego nie tłumaczy, bo wraz z zyskami firmy wcześniej rósł „pod” to odcięcie. A więc ten wzrost musiałby „ktoś stracić”.
To jasne, że sama giełda jest grą o sumie dodatniej, ktoś mógłby jednak rozszerzyć teorię i stwierdzić że stratni są klienci PGE którzy sfinansowali dywidendę, a nie straciliby gdyby kupili prąd po kosztach (zysk PGE zerowy). Przerodziłoby to się w teorię że gospodarka rynkowa jako całość jest grą o sumie zerowej.
O tym że ta druga teoria jest bzdurą nie muszę (mam nadzieję) nikogo przekonywać.

Inwestorzy tworzą. W nie mniejszym stopniu niż robotnicy czy piekarze.

Czy jednak inwestor który swoją energię zużywa na sprzedawanie PGE po to aby ją zamienić na KGHM a potem może na LOTOS i tak bez końca, cokolwiek tworzy?
Gdy myślałem o tym jak można opowiedzieć kilkuletniemu dziecku kim jest inwestor i czym się zajmuje, pomyślałem że najlepszym opisem jest stwierdzenie że inwestorzy to tacy ludzie którzy decydują o tym na co wszyscy w danym czasie mają poświęcić swoją energię abyśmy w efekcie mieli więcej a nie mniej i żyli lepiej a nie gorzej. I ciężko pracują nad tym aby te decyzje były słuszne.
To społeczność inwestorów jako całość decyduje – lub też powinna decydować – o tym, czy mamy budować więcej budynków, czy może pisać więcej gier komputerowych, czy może wydobywać więcej srebra. Biorąc za przykład robotników – należy mieć szacunek do ich pracy, ale także świadomość że poza tym że coś tworzą, równie ważne jest co tworzą.
Inwestor podobny jest do inżyniera który przy budowie mostu spędza czas na wyliczanie gdzie, jak i w jakim stopniu go wzmocnić aby się nie zawalił.
Każdy, kto – tak jak Oliver Stone – twierdzi, że inwestor nic nie tworzy, nic nie buduje, powinien konsekwentnie stwierdzić że inżynier też nic nie tworzy i nic nie buduje. W końcu to robotnicy fizycznie stawiają ten most, a nie inżynier.
Bardzo często przypominam sobie groźną sytuację Grupy Lotos w drugiej połowie stycznia 2009 roku. Tymczasowe czynniki makro złożyły się jednocześnie bardzo niekorzystnie dla firmy. W mediach huczało od „rekomendacji z ceną docelową 0zł”. Jak kupowałem akcje jednego dnia, to nazajutrz kupowałem już 10% taniej. Ale jest odpowiedzialnością inwestorów rozważać racjonalnie za i przeciw i stawiać na dobrą firmę, z dobrym Zarządem, nawet w środku cyklonu. Ze względu na zadłużenie Lotosu sytuacja mogła się wymknąć spod kontroli, ale to mądrość inwestorów przychodzi na ratunek w trudnych sytuacjach.
Czy te drobne pakiety akcji Lotosu które kupiłem miały znaczenie dla uratowania polskiej „strategicznej” firmy? Same w sobie nie, prawda jest jednak taka że w 2009 roku w obrotach na GPW, 28% stanowili indywidualni inwestorzy. Ktoś te akcje kupował, dając głos zaufania dla Lotosu wobec wszystkich interesariuszy, w tym bankowych wierzycieli. To miało kluczowe znaczenie, a ja czuję się częścią tamtego procesu.
Uczciwie funkcjonujący rynek kapitałowy i rozsądni, mądrzy inwestorzy, to prawdziwy skarb dla gospodarki i jedna z najważniejszych przyczyn ogólnego dobrobytu. To nie jest przypadek że dobrobyt jest tam gdzie najlepiej rozwinęły się rynki kapitałowe – w Nowym Jorku, Londynie, Tokio, Frankfurcie. Dlatego głęboko wierzę, że uderzenie w OFE jakie niedawno przeprowadzono sprawi, że w przyszłości wszyscy będziemy biedniejsi.

Rynek to sędzia obiektywny

Powyższe wzniosłe sformułowania nie zmienią faktu że akcjonariusze są tylko ludźmi i potrafią popełniać błędy, również stadnie. Może to doprowadzić do kryzysu, ale wolny rynek kierowany osądem inwestorów i tak jest lepszy niż gospodarka kierowana czymkolwiek innym co dotychczas wymyślono.
Inwestowanie to najtrudniejsza rzecz, jaką się w życiu zajmowałem, jednocześnie niezwykle piękna. Najlepsze w tej dziedzinie jest to że rynek w długim terminie jest efektywnym i obiektywnym sędzią. Nasza ocena jako inwestorów nie zależy więc od emocji czy fałszu ludzkiego osądu. Jeśli traktujemy spółki jako przedsiębiorstwa a nie zbiory akcji (tak jak uczył Benjamin Graham) to poznajemy istotę pracy ludzi których lubimy i podziwiamy, stajemy się ich wspólnikami lub pracodawcami. Rozwijając samych siebie, rozwijamy gospodarkę naszego kraju. A czym lepiej nam się to udaje, tym więcej niebezpieczeństw likwidujemy na jej drodze.