Submitted by Maciej Węgorkiewicz on czw., 07/13/2017 - 22:22

Artykuł oryginalnie opublikowany 23 lutego 2010 roku.

Pierwszy rzut oka prostego Chłopa na teorie spiskowe.

W poprzedniej części napisałem, że prostemu odbiorcy przekazów dotyczących skomplikowanych zagadnień często pozostaje sprawdzanie ich wiarygodności "nie wprost", tzn. przez obserwację najbardziej zewnętrznych efektów i konfrontację ich z tezami.

To często nie jest skuteczne, ale nie ma nic lepszego. Przodkowie Newtona mogliby mieć problemy z zaakceptowaniem tezy, że można w jakiś dziwny sposób unosić się w powietrzu i latać ponad morzami, gdyby do myślenia nie dawał im widok ptaków. Być może nie rozumieli dlaczego, ale patrząc na nie potrafiliby bez głębokiego zrozumienia fizyki podważać złożone teorie dowodzące, że grawitacji pokonać się nie da.
Dziecko indoktrynowane w komunistycznej organizacji pionierów może nie być przygotowane do dyskusji z teoretykami myśli marksistowskiej w oczywisty sposób dowodzącej, że Państwo zostawiające fabryki kapitalistom wyzyskującym klasę robotniczą jest piekłem a państwo opiekujące się nawet mundurkami pionierów jest rajem, ale i w głowie dziecka pojawi się znak zapytania gdy pomyśli o tym, że tysiące ludzi rozpaczliwie próbuje się wydostać z raju i przenieść do piekła - i dziecko nie musi się znać ani na fabrykach ani na kapitalistach aby zobaczyć, że coś tu nie gra.

Prosty człowiek, nie znający zawiłości tematu pieniądza i bankowości na pewno będzie pod wrażeniem filmu Money as Debt. Usłyszeć, że połowa dorobku życiowego którą trzyma w bankach jest niczym a druga połowa została zastawiona jako zabezpieczenie kredytu którego mu udzielił oszust nie mający grosza przy duszy i może mu je skonfiskować za nic - tylko dlatego, że ten oszust działa pod szyldem "bank", to faktycznie piorunujące.

Chłop zaczyna się bać. Oczyma wyobraźni widzi gromadę bankierów wyczarowujących z kapelusza takie same pieniądze które on ma na lokacie. Potem widzi potop wyczarowanych pieniędzy w których jego oszczędności nie znaczą nic. Postanawia w te pędy zlikwidować lokatę i pozbyć się pieniędzy które nie są oparte na niczym, a więc tak naprawdę nic nie warte. "Muszę zdążyć się ich pozbyć zanim wszyscy obejrzą film i dowiedzą się tej prawdy".
Strach przypomina mu uczucia które targały nim w środku tzw. "kryzysu finansowego" gdy Goździkowa szeptała sąsiadom, że banki jak upadną to ludzie stracą pieniądze na kontach. Teraz wie, że te obawy były niesłuszne - przecież bank nie może upaść, jakby zabrakło pieniędzy to weźmie kapelusz, potrze i po kłopocie. "No tak, ten film otworzył mi oczy" - myśli Chłop.

W banku namawiają Chłopa aby nie zrywał lokaty. Że odsetki straci, że pieniądze są bezpieczne etc. A poza tym wypłaty dużych kwot trzeba zapowiadać wcześniej. "Jak to? Nie może Pani wziąć kapelusza i mi wyczarować dzisiaj tych pieniędzy?" pyta Chłop, ale wzrok pani z okienka świadczy o tym że nie oglądała filmu i nie wie jak działa instytucja w której sama pracuje. "No tak, kolejna nie uświadomiona osoba".

Wracając z banku chłop zaczyna robić pierwszą naprawdę sensowną rzecz - mianowicie zaczyna myśleć. "Tak w zasadzie to dlaczego oni tak się bronią przed tym abym likwidował lokatę? Po co im moja lokata jak z kapelusza mogą wyciągnąć ile chcą?". Widział co prawda fragment filmu w którym mówiono, że z lokaty bank wygeneruje dziesiątki razy więcej pieniędzy i stąd chce ją mieć, ale widział też fragment o tym, że w niektórych krajach obowiązkowe rezerwy w bankach wynoszą zero. "Więc chyba w takich krajach nie ma lokat? To bez sensu męczyć się z klientami jak samemu można sobie tworzyć lokaty bez ich udziału". (Tutaj uwaga: Chłop nie wie, że jednym z krajów gdzie dla wielu produktów bankowych rezerwa wynosi zero jest... USA. Istnieją np. money market accounts które pozwalają pożyczać złożone środki dalej bez żadnej rezerwy, więc teoretycznie jeden dolar w money market umożliwia wygenerowanie nieskończonej ilości pieniędzy).

Kwestie rezerw są dla Chłopa zbyt złożone. Ale po powrocie do domu zorientował się że nie pomyślał o najważniejszym. Na co wymienić bezwartościowe pieniądze? Hm, gdyby "miały wartość samą w sobie" tzn. były oparte na złocie, jak kiedyś...
No właśnie - idea jest prosta jak drut - skoro pieniądze były oparte na złocie i miały wartość, a teraz się je na potęgę wyczarowuje z kapelusza, to muszą gwałtownie do tego złota tracić. Trzeba zamienić pieniądz na złoto i Chłop będzie miał coś w rodzaju tego pieniądza co wcześniej. Genialne.

Tu jednak Chłop przypomina sobie, że jakiś czas temu słuchał niejakiego Warrena Buffetta którego ktoś zapytał o złoto:

BECKY: (...) the question is, where do you think gold will be in five years and should that be a part of value investing?

BUFFETT: I have no views as to where it will be, but the one thing I can tell you is it won't do anything between now and then except look at you. Whereas, you know, Coca-Cola will be making money, and I think Wells Fargo will be making a lot of money and there will be a lot--and it's a lot--it's a lot better to have a goose that keeps laying eggs than a goose that just sits there and eats insurance and storage and a few things like that. The idea of digging something up out of the ground, you know, in South Africa or someplace and then transporting it to the United States and putting into the ground, you know, in the Federal Reserve of New York, does not strike me as a terrific asset.

Huh??? Chłop wie, że dobrze jest słuchać ludzi mądrych, szczególnie jak samemu jest się głupim. Wielki Warren odradza złoto, ok on inwestuje w akcje, ale co robi jak nie znajduje odpowiednich akcji? Przecież nie trzyma chyba w pustym, opartym na niczym pieniądzu? Chłop głupi jest, ale googla używać umie - i szybko znajduje coś na ten temat:

So ... I’ve been buying American stocks. This is my personal account I’m talking about, in which I previously owned nothing but United States government bonds.

Huh do kwadratu!!! I previously owned nothing but United States government bonds. Warren Buffett nie mając akcji trzyma środki w gotówce i jej ekwiwalentach! Najwyraźniej biedny Warren nie oglądał filmu Money as Debt i nie rozumie że jest oszukiwany trzymając nic nie warte papierki oparte na jakichś obietnicach...

Jak można świadomie trzymać majątek w papierkach które bank wyczarowuje jak chce z kapelusza jak jednocześnie za te same papierki można taki bank kupić???

Chłopu zaczyna wszystko się mieszać i czuje coraz większy niepokój związany z tym co zobaczył w filmie. Wyraźnie było tam pokazane że bank generuje pieniądz nie mając nic, zakłada za niego hipoteki na prawdziwym majątku, każe oddawać sobie z odsetkami. Jest bank zatem firmą która nic nie ma i nic nie robi i dostaje majątek za nic. Dlaczego każdy kto ma pieniądze nie zakłada zatem banku? Dlaczego w ogóle istnieją jakiekolwiek firmy oprócz banków? Po co inwestować w kopalnie, męczyć się z wydobyciem, ryzykować i sprzedawać produkt za papierki które ktoś wyciąga z kapelusza, jak można samemu taki kapelusz uruchomić?

Do tej pory Chłopu trudno było zrozumieć dlaczego żaden bank w Polsce nie postanowił wyczarować z kapelusza np. 100 bilionów nowych złotych aby kupić za nie na giełdzie wszystkie akcje wszystkich innych istniejących w Polsce banków. Wg filmu Money as Debt mógłby to zrobić nawet bank spółdzielczy w Pcimiu - kapelusz do czarowania każdy chyba ma taki sam.
Jeszcze dziwniejsze Chłopu wydaje się to że pomimo że setki banków wyczarowują z każdym kredytem nową kasę, to jakoś tak dziwnie (magicznie?) dzieje się że ceny rosną może 5% rocznie zamiast 50% tygodniowo. Co by było gdyby istniał kapelusz z którego wyczarowuje się nowe błyszczące samochody, np. 10 tysięcy nowych Toyotek dziennie? Jak by się zachowała cena samochodu, w którą stronę by poleciała i jak szybko? Dlaczego tak się nie dzieje z pieniędzmi?

To przelało czarę wątpliwości... Chłop najpierw się dowiaduje że żyje w iluzji gdzie wędrujące wszędzie nic nie warte papierki są generowane przez klikę chcącą przejąć cały majątek na świecie. Tyle że przedstawiciele kliki pocą się aby on te puste papierki u nich deponował, po co? Jak to jest że firmy robiące kasę z niczego padają? A zmowa tysięcy bankowców na całym świecie która sprawia że jakoś tak dziwnie te papierki nie tanieją do zera, a co więcej wszystkim ich brakuje - od Goździkowej do ministra finansów. Jak może wszystkim brakować czegoś co jest wyczarowywane z niczego w dowolnych ilościach przez dowolną z setek instytucji. Coś tu nie gra - albo w tym co widać dokoła albo w filmie.

W kolejnych wpisach które pojawią się nie-wiadomo-kiedy spróbuję zmierzyć się z dylematami Chłopa. Na prosty rozum bo, tak jak Chłop, w finansach "kształcony przez system edukacyjny" nie jestem. Łatwo nie będzie, bo ten blog jest podglądany przez Adama Dudę który nie omieszka moich teorii skomentować (mam nadzieję!) - a na technikaliach systemu bankowego z pewnością zna się lepiej niż ja - jest ekspertem. I wiem że w kwestii filmu się ze mną nie zgadza.
Polemizować z kimś lepszym od siebie jest rzeczą trudną, ale bardzo owocną. Nie wiem jak dyskusja się zakończy, ale jeśli na jej końcu będę wiedział/wierzył w co innego niż teraz, to znaczy że skorzystałem, a to zawsze dobry owoc.

Chcę jednak od razu rozróżnić dyskusję z formalną prawidłowością treści i dyskusję z praktycznym przekazem filmu. Zastrzeżenia mam przede wszystkim do tego drugiego. Gdyby Chłop żył 300 lat temu i zapytał przybysza z czasów dzisiejszych co to jest samochód, a ten odpowiedział mu "to takie urządzenie które spala wykopaną ropę i brudzi powietrze" - chłop otrzymał zdanie w 100% prawdziwe i przekaz całkowicie błędny. Będzie myślał, że samochód to niepotrzebna rzecz niszcząca środowisko i obciążająca gospodarkę.

Money as Debt nie jest filmem informacyjnym, tylko filmem propagandowym. Nie można w nim odrzucać kwestii intencji i praktycznego przekazu, bo to jest jego istotą.

Część trzecia: link.